To prawda. Jest coś totalitarnego w dziwnym zainteresowaniu, jakie przejawia władza tym, co obywatel je, co wciąga nosem albo wdycha, gdzie mieszka, co mówi i czy aby jest dostatecznie zabezpieczony przed chorobami, wypadkami i wpadkami, zatruciami żołądkowymi i wszystkim tym, co da się kontrolować, a czego jeszcze się nie kontroluje. Władza jest niezmiernie zainteresowana dietą obywatela i - dodatkowo - przejawia ogromne skłonności ku kształtowania jej zgodnie ze swoją wolą. Najgorsze, że za tym ogólnym pojęciem “władzy” kryje się nikt inny, tylko zwykły człowiek, który z takich lub innych powodów zapragnął decydować o tym czy tamtym. A obywatele konsekwentnie wybierają takich, którzy lubią takie “zabawy”.

Nigdy w życiu nie paliłem papierosów i - ogólnie - papierosy mi śmierdzą. Jednocześnie zakaz spożywania legalnej substancji przeraża mnie, po pierwsze swoją absurdalnością, po drugie zaś - wiadomo, że w rezultacie ani palaczy nie ubędzie, ani niepalący nie uwolnią się od papierosowego dymu. Już nie mogę się doczekać kolejnej podróży pociągiem, kiedy trzeba będzie skorzystać z zadymionej toalety, w której na sto procent będą kryć się potajemnie palacze. Łamiąc prawo, czego nikt nie będzie im w stanie udowodnić (więc prawo będzie ośmieszone po raz kolejny). Już nie mogę się doczekać, kiedy wybiorę się do lokalu z zakazem palenia, lecz aby się do niego dostać, będę musiał przebić się przez chmurę papierosowego dymu, którego stężenie równe będzie wypaleniu pół paczki fajek.

Zakaz jest również ciosem w wolny rynek - to podcinanie skrzydeł inwencji restauratorów, właścicieli barów, pubów i kawiarni. I - jednocześnie - otwarcie pola do sprytnego omijania głupiego prawa. W jednym z lokali, w którym niedawno byłem, są co prawda dwa pomieszczenia: dla palących i niepalących, ale aby dojść do tego drugiego, trzeba najpierw przejść kilkadziesiąt metrów w kłębach dymu. To samo należy uczynić, aby dostać się do toalety…

Czy jest coś dziwnego i wymagającego głębszego uzasadnienia w stwierdzeniu, że to przedsiębiorca powinien decydować, czy w jego lokalu można palić, czy nie, i że to konsument powinien decydować, czy chce swój wolny czas spędzić w kłębach śmierdzącego dymu, czy też w czystym powietrzu?

Na koniec gorzki paradoks. Za wypalenie papierosa w miejscu publicznym można obecnie dostać mandat na 500 złotych. Za spożywanie piwa na ławce w parku (równie absurdalny przepis) - 100 złotych.