Gdzie jest opozycja?

Prawo i Sprawiedliwość jest dla Platformy Obywatelskiej wręcz wymarzoną opozycją. Nie za bardzo interesującą się ani budżetem, ani podatkami, nie mówiąc o obietnicach przedwyborczych. Zamiast tego ciągnącą od miesięcy za sobą na wszystkie konferencje prasowe, do wszystkich studiów i gazet ten coraz nudniejszy krzyż smoleński. Krzyż, dzięki któremu wierni pretorianie umacniają się w wierze, a pozostali śmieją się, pukają w czoło, kiwają z politowaniem, a więc robią to, na czym zależy rządowi Tuska. Dryfując spokojnie zmierza on ku kolejnym wyborom z czterdziestoprocentowym poparciem dla Platformy Obywatelskiej. I konsekwentnie podsyca wszelkie doniesienia o nowych odlotach Kaczyńskiego, bo w ogóle jej nie zagrażają, a wręcz dają - na zasadzie kontrastu - wrażenie, że rząd na tle takiej opozycji jest rozsądny, zrównoważony, racjonalny, normalny.

Po wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński znalazł się w wymarzonej pozycji startowej do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 2011 roku i osiągnięcia dobrego wyniku w tegorocznych wyborach do samorządu. Mocna pozycja lidera największej partii opozycyjnej, odbudowane zaufanie społeczne, wsparcie elektoratu szerszego niż tradycyjni wyborcy PiS. Wystarczyło kilka tygodni, by ten kapitał został roztrwoniony.

Sytuacja, w jakiej znajduje się obecnie państwo, wręcz wymaga od opozycji posiadającej jakąkolwiek odpowiedzialność za państwo patrzenia rządowi na ręce, który w tej chwili ma możliwość realizacji praktycznie wszystkich pomysłów. PiS mógłby na tym zarobić bardzo dużo, gdyby tylko chciał. Wystarczy przypomnieć, w jak łatwy i bezbolesny sposób przeprowadzono podwyżkę VAT. 2 sierpnia, w czasie, gdy na Krakowskim Przedmieściu trwały walki o krzyż, rząd uchwalił w spokoju ten pomysł wiedząc, że nikt nie zwróci na to uwagę. I miał rację.

Możliwe, że rację miał Michał Karnowski, prognozując niedawno w Polska The Times, że Kaczyński - zdając sobie sprawę z prawie zerowej zdolności koalicyjnej swojej partii i równie mało prawdopodobniej samodzielnej większości w przyszłym parlamencie, odpuścił te wybory na rzecz prezydentury w 2015. Zwycięstwo za pięć lat będzie symbolicznym hołdem i kontynuacją prezydentury brata-bliźniaka. Wszystko to ok, tylko gdzie w tym rachunku jest partia, a - przede wszystkim - gdzie jest kraj i obywatele, którym należy się porządna, merytoryczna i sprawna opozycja?