Talent i kreatywność

Kiedy na moim Twitterze i Facebooku napisałem, że Richard Florida mógłby myśleć o Białymstoku pisząc:

to nie ludzie przybywają tam, gdzie są miejsca pracy, lecz firmy powstają tam, gdzie są utalentowani ludzie

…nie spodziewałem się, że moi followersi i przyjaciele odbiorą to osobiście! W fascynującej i już kultowej książce pod tytułem “Narodziny klasy kreatywnej” Florida pokazuje tworzenie się na naszych oczach nowej klasy społecznej. Tych, którzy produkowali, jest już mniej od tych, którzy dostarczają usługi. Obok tych dwóch klas tworzy się trzecia: tych, których pracą jest wymyślanie, dostarczanie pomysłów, tworzenie trendów: są to nie tylko menedżerowie i PR-owcy, ale również naukowcy, kreatorzy mody, artyści itd. Jest już ich w USA około 30%. Florida pokazuje, że to właśnie obecność tych “kreujących” napędza rozwój i zwiększa dobrobyt. Na przykładzie USA pokazuje, że to do tych miejsc pchają się drzwiami i oknami pracodawcy, a za nimi pieniądze. I że nie są ważne drogi i lotniska, ale klimat sprzyjający kreatywności

Pomysł na Białystok, który od pewnego czasu forsuje egzotyczna koalicja artystów, filozofów, niektórych naukowców i niestety niewielu polityków to właśnie pomysł na miasto przyjazne ludziom z dobrymi pomysłami, realizujących je niezależnie od tych czy innych indolencji władz. Z wywodu Floridy wynika, że do takich miejsc inwestorzy sami chcą przychodzić, a rolą władz jest tylko tworzyć klimat dla kreatywności (bez wielkich pieniędzy). Z przyjemnością podpisuję się pod tym pomysłem, bo to przyniesie rozwój i dobrobyt szybciej niż lotniska, autostrady i wolne strefy ekonomiczne.

Głupio zmarnowana szansa

Właśnie się okazało, że Białystok odpadł w pierwszej rundzie starań o Europejską Stolicę Kultury w 2016 roku. Lepszą ofertę przedstawiły Gdańsk, Lublin, Katowice, Wrocław i Warszawa i to spośród nich wyłoniony zostanie zwycięzca. Informacja ta jest o tyle smutna, że właśnie przemknęło nam koło nosa sporo pieniędzy, okazji do promocji w całej Europie no i, co tu dużo ukrywać, prestiżu.

Mam nadzieję, że reakcją po tej porażce nie będzie to, czego się obawiam i co zazwyczaj się dzieje, gdy Białemustokowi coś nie wychodzi, to jest:

“No tak, można się było tego spodziewać - traktują nas mało poważnie, śmieją się z nas, wytykają palcami. Choć mieliśmy najlepszy pomysł, to nasze szanse były zerowe u samego początku”

“Białystok nie ma się co porównywać z innymi ośrodkami pod względem potencjału kulturalnego. Nie mamy się czym pochwalić, nie mamy niczego “do sprzedania” Europie. Nie warto się było w ogóle starać”

Nie zdziwię się, jeżeli z przytoczonych wyżej tłumaczeń tej porażki korzystać będą również osoby odpowiedzialne za naszą ofertę, a więc również za to niepowodzenie. Okryte zrozumiałą (ktoś mógłby podkraść nasze doskonałe pomysły) tajemnicą przygotowania koncepcji ESK2016 w Białymstoku powinny teraz ujrzeć światło dzienne i stać się przedmiotem społecznych konsultacji w gronie szerszym niż obecnie. Tak, aby w następnym konkursie Białystok Europejską Stolicą Kultury po prostu został. Mam nadzieję, że przyczyny dzisiejszej decyzji będą głęboko przeanalizowane, a następnie wyciągnie się z nich odpowiednie wnioski. 

Nadal uważam, że Białystok nie tylko zasługuje na ESK, ale - gdyby nie interesy nie do końca zbieżne z tym celem - mógł złożyć ofertę najlepszą spośród konkurujących o ten tytuł miast. Mieliśmy ogromną szansę, ale ją głupio zmarnowaliśmy.

Ten nowy film promujący województwo podlaskie jest naprawdę ładny. Jednak pod marketingowym lukrem, którym oblano krajobrazy Puszczy Białowieskiej, Bugu, Narwi, białostockiego rynku, meczetu w Kruszynianach i fabryki maszyn rolniczych w Narwi kryje się coś, co uważnego obserwatora nie może pozostawić obojętnym. Na filmie kompletnie pominięto Łomżę i Suwałki, jakby w ogóle nie należały do województwa podlaskiego. Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę, ale z obrazka wynika, że jedynym dużym miastem w województwie jest Białystok. Fabryka traktorów w Narwi okazała się ważniejsza promocyjnie od tych dwóch pięknych i dumnych miast!

Film jest ładny i na pewno zachęci wiele osób do przyjazdu, lecz po raz kolejny widać, że nawet dobrze zrobione rzeczy mogą być przykrywką do realizacji ambicjonalnych, wynikających ze skrywanych kompleksów mini-wojenek, prztyczków w nos, nieporadnie skrywanych urazów i ambicji.

Wpis powyższy ma charakter interwencyjny i wynika ze wzburzenia, które udzieliło się autorowi (rodowitemu białostoczaninowi z dziada pradziada). Proszę mi w związku z tym wybaczyć powierzchowność oraz nieporadność formy. Z góry dziękuję.

Wstyd mi za Białystok

Żubr to zwierze nieufne i lepiej się do niego nie zbliżać.  Żubr jest ociężały, ponury i smutny. Tylko geniuszom reklamy, Iwo Zaniewskiemu i Kotowi Przyborze, udało się wydobyć z żubra nieco lekkości i humoru. Pomimo starań, żubr nie zbudzi Podlasia, bo sam większość czasu spędza w stanie pomiędzy snem a jawą.

Przeczytałem gdzieś, że z badań wynika, iż w Polsce i na świecie województwo podlaskie kojarzy się z żubrem. Nawet gdyby w rzeczywistości tak było, to promowanie regionu wizerunkiem tego zwalistego archeo-zwierzęcia to jak sprzedawanie piwa z bólem głowy następnego dnia gratis.

Ktoś o małej wyobraźni i niewielkiej wrażliwości - zarówno tej marketingowej, jak i regionalnej - postanowił, że województwo podlaskie będzie się przedstawiało wizerunkiem żubra. Zgodnie z “tradycją”, bo poprzednie logo również wykorzystywało to biedne zwierze.

Trudno w to uwierzyć, patrząc na efekt końcowy ale nowy symbol zaprojektował najważniejszy artysta związany z regionem, profesor i malarz Leon Tarasewicz. Zaznajomionych tylko z dziełami Twórcy, polecam spektakularną wizytę Mistrza w telewizji i udzielony podczas tej wizyty wywiad. Aby przekaz był jeszcze bardziej czytelny, przypomnę, że okładkę płyty “Miłość w czasach popkultury” zespołu Myslovitz zaprojektował sam Ryszard Horowitz. Jest ona uważana za najbrzydszą okładkę płyt tego zespołu.

To, że Artysta się nie wysilił i skorzystał z wyeksploatowanego już dawno pomysłu pikselizowania czego się da (co również świadczy o kompletnym niezrozumieniu tego, czym jest społeczeństwo informacyjne, w którym coraz częściej go głosu wchodzi nieliniowość, złożoność i chaos, a tego wszystkiego pikselizacja jest przeciwieństwem), to jednak najmniejszy problem.

Żubr w logo województwa podlaskiego to pozbawiona skrupułów obraza dwóch ważnych subregionów województwa: Ziemi Łomżyńskiej oraz Suwalszczyzny. Dla nich żubr jest symbolem kompletnie obcym i każdy, kto mieszka tu dostatecznie długo, dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Już nie pierwszy raz pokazujemy - jako “tak zwani Białostoczanie” - gdzie mamy interesy oraz dobro Łomży i Suwałk. Napisałem “tak zwani”, ponieważ porównując tożsamość białostocką z suwalską i łomżyńską może się okazać, że wiele moglibyśmy się od nich nauczyć.

Tymczasem, traktuje się te miasta i te regiony jak piątą kolumnę i manifestuje administracyjną przewagę gestami w rodzaju tego logo. Postępując w ten sposób, nie oczekujmy w rewanżu ani sympatii, ani zaangażowania w realizację wspólnych interesów województwa.

Wstyd mi za Białystok.

Ład? Nie!

Jeśli masz na skórze ciarki, kiedy ktoś twierdzi, że wie, co powinno być ładne, znaczy to, że nie pozbyłeś się jeszcze elementarnego pojęcia o tym, że sądy estetyczne nie mogą podlegać obiektywizacji. Z architekturą jest najgorzej, bo nie może być ona ani kompletnie egalitarna, ani demokratyczna.

Władzę nad naszą przestrzenią, przestrzenią miasta, dzierży pewna niewielka grupa posiadająca pewne poglądy na temat tego, co jest piękne, a co piękne nie jest. Społeczeństwo nie posiada prawie żadnej kontroli nad tą grupą, co nie przeszkadza jej partycypować w części publicznych pieniędzy. Jest więc to sytuacja z rodzaju tych nieciekawych.

Okazuje się, że uniwersalna prawda, iż jeśli jakaś grupa będzie mogła odebrać ci kawałek wolności, na pewno to zrobi, tyczy się również sfery estetycznej. Po monopolu na przemoc, zdrowie, edukację, przyszła pora na oligarchiczne rządy nad pięknem.

Nieporozumienia i brak mojej zgody tkwią u samych fundamentów ‘architektonicznego’ myślenia. Na jakiej to podstawie przyjmuje się, że miasto powinno być uporządkowane? Harmonia w przestrzeniach miejskich zawsze kojarzyła mi się z totalitaryzmami, a bałagan, chaos i nieporządek cechuje miasta, które kocham: Lwów, Kraków, Grodno i inne. Piękno miasta bierze się z przemieszania wszystkiego ze wszystkim, z gwaru różnych języków, kultur i stylów. Z tym, że nigdy nie wiesz, co ci się może przytrafić, jaki widok roztoczy się przed Tobą za kolejnym rogiem, kogo spotkasz, kto spotka Ciebie. W mieście dokonuje się nieustanne zastępowanie starego nowym, które nie potrzebuje planistów i strategów. W mieście jest miejsce na piękno i brzydotę, na miejsca wychwalane i omijane. Nigdy nie wierzmy tym, którzy wmawiają nam, że mogą to zmienić i “zaplanować”.

Białystok - ku metropolii

Do styczniowego Pressu dołączono Ranking Metropolitalności Miast Polskich Nordea Metrox 2009. Wyniki rankingu z jednej strony nie zaskakują, z drugiej mogą cieszyć, szczególnie mieszkańców Białegostoku. Zgodnie z przewidywaniami, miastem, które zdecydowanie przoduje we wszystkich składowych wskaźnika decydującego o pozycji, jest Warszawa. Daleko za nią, uplasowało się pięciu pretendentów do miana metropolii: Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto oraz Śląsk. Dwa kolejne miasta: Łódź i Szczeciń, zostały przez autorów raportu nazwane poczekalnią. Dalej wymieniono dziesięć miast, wśród których trzeci jest Białystok. O ile nie sama jego pozycja nie dziwi, to warto zaznaczyć, że - obok Bydgoszczy - poczynił on największy awans (o 4 pozycje) w stosunku do poprzedniego rankingu. Obecnie znajduje się on na 11 miejscu, za - poza wymienionymi miastami - Rzeszowem i Bydgoszczą.

W kilku miejscach raportu można przeczytać o znaczącym awansie dwóch miast: Wrocławia i właśnie Białegostoku. Jest to sukces o tyle ważny, że ranking Nordea Metrox jest w branży uważany za skrajnie skomercjalizowany, skoncentrowany na technologicznym i biznesowym aspekcie metropolizacji. Istotnie, trzy ogólne wskaźniki brane pod uwagę w rankingu to:

  1. Jakość i rozmach życia (kultura, handel i rozrywka) - awans Białegostoku o 4 pozycje (o 13,30%)
  2. Siła i nowoczesność gospodarki - utrzymanie poprzedniej pozycji, ale wzrost o 2,68%
  3. Usieciowienie biznesowe i koncentracja procesów - spadek o dwie pozycje - -1,32%
  4. Dynamika wzrostu - agregat siły metropolitalnej miast - szóste miejsce w rankingu.

Metodologia rankingu jest dosyć skomplikowana. Zainteresowanych odsyłam do publikacji. Poniżej ogólny ranking metropolizacji polskich miast z wysoką - co cieszy - dynamiką Białegostoku.

Lokalny Aktywista i Niemający Nadziei Urzędnik

Z pewnym takim rozdrażnieniem czytam kolejne odpowiedzi twórców białostockiej kultury w ankiecie portalu Made in Białystok. Szczególne wnerwienie wywołały odpowiedzi w gruncie rzeczy postaci kluczowych: Michała Strokowskiego i Sławomira Mojsiuszko. Pierwszy przedstawia się jako “artystyczny aktywista odpowiedzialny za pozytywną energię wytworzoną na Węglowej” (co to - do cholery - ma znaczyć konkrenie?). Drugi robi rzeczy o wiele bardziej - przynajmniej na pierwszy rzut oka - konkretne. Z nadania Prezydenta Miasta ma za zadanie uczynienie Białegostoku Europejską Stolicą Kultury w 2016 roku.

Pierwszy z wymienionych, Lokalny Aktywista (podoba mi się to miano, w skrócie LA), za najważniejsze miejsce w 2009 roku uznał - oczywiście - to, w którym wytworzył pozytywną energię. Niestety, LA stwierdza dalej, że energia ta została zaprzepaszczona przez Czarną Dziurę mieszczącą się przy ulicy Słonimskiej. Narzeka na marazm, bylejakość i brak innowacyjności. Nie dzieje się tu nic (oczywiście poza Węglową), jesteśmy wtórni, odrażający, brudni i źli. Winne są - oczywiście - władze miasta, które - co możemy wyczytać między wierszami - poskąpiły grosza na Epokowe, Genialne, Twórcze i - nie bójmy użyć się tego słowa - Kulturalne pomysły białostockich Artystów.

Mamy więc Lokalnego Aktywistę, który grzmi na Władze. Co więc na to odpowie Urzędnik? Ze słownika wiemy, że zgłoszenie kandydatury oznacza, że to coś, co się zgłasza, chce coś tam osiągnąć. Urzędnik odpowiedzialny za uczynienie Białegostoku Europejską Stolicą Kultury wyraźnie dystansuje się od tak wysokich progów. Kandydowanie mu wystarczy? Na pytanie o to, jak ocenia szanse, jest bardzo powściągliwy. Choć jest to facet odpowiedzialny za tę kandydaturę, nie mówi o żadnym działaniu, które podjął w tym kierunku. Zamiast tego narzeka na mieszkańców swojego miasta, składających się na jego zakupy, że nie są zjednoczeni, że są ograniczeni “barierami utrudniającymi myślenie, działanie” (sic!). Drogi Panie, Pan tu jest od działania, integrowania i myślenia!

Może jestem trochę niesprawiedliwy… Aby sprawiedliwości oddać zadość dodam, że miasto ogłosiło otwarty konkurs na logo… uwaga… kandydatury Białegostoku na ESK w 2016. Już sam pomysł, aby logo kandydatury było czymś innym niż logo ESK zdradza falibilizm pomysłodawców (nie nie, proszę się nie martwić, to nie jest obelga, tylko zarzut). Konkurs jest otwarty, więc na stronach magistratu możemy obejrzeć wszystkie kandydatury. Mnie się najbardziej podoba ta:

Twierdzę, że jest to logo na miarę Białostockich Twórców Kultury i ich wiary we własne talenta oraz umiejętności.