- Elżbieta Radziszewska jest fanatycznie skrajną katoliczką – tak panią minister ocenia Jacek Adler, redaktor naczelny Gaylife.pl. Powodem takiej opinii jest ostatnia wpadka rządowej pełnomocnik ds. równego statusu. Radziszewska na antenie TVN wytknęła Krzysztofowi Śmiszkowi z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, że jest gejem. - Żałuję swoich słów - mówiła dzisiaj w TVN24.
—
Cała ta awantura i wściekły atak na skądinąd marną pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn (sam fakt istnienia takiego urzędu to sprawa co najmniej Orwellowska) jest - moim zdaniem - świetnym dowodem na potworną mizerię środowisk lewicowych w Polsce. Zwrócił na to trzeźwo uwagę Donald Tusk w poniedziałkowym wywiadzie dla Wprost. Lewica - jak wściekła z głodu hiena - rzuca się na każdy ochłap politycznego mięsa, który podrzucą jej litościwie media. Żeby tylko wynurzyć się na chwilę na powierzchnię, żeby o niej coś napisano, żeby tylko nas zobaczyli. Taką małokaloryczną pożywką była sprawa z krzyżem i manifestacja kompletnie antyideologicznej młodzieży, z której próbowano zrobić ruch społeczny, taką też pożywką jest wpadka Radziszewskiej, która - w gruncie rzeczy - nie zrobiła niczego współmiernego do oburzenia, jakie w środowiskach lewicowych, gejowskich, czyli tzw. “postępowych” wzbudziło jej napomknięcie, że Pan Śmiszek jest gejem. Skoro bowiem robota Radziszewskiej polega na wyrównywaniu i równouprawnianiu, to swoim rzekomym faux pas zrobiła kolejny krok ku wprowadzaniu mniejszości (czy to też nie obelga?) gejowskiej do polskiej przestrzeni publicznej. Geje ujawniający się są w tych środowiskach bohaterami, więc dlaczego geje ujawniani mają czuć się ofiarami? Gdzie się podziała ich gay-pride? Pan Śmiszek powinien więc albo dumnie przyznać - “Tak, jestem gejem i jestem z tego dumny”, albo pozwać Radziszewską do sądu za znieważenie. Zrobił to drugie, co oznacza, że albo gejem nie jest i jest to dla niego obraźliwe, albo, że się tego wstydzi.
No i - na koniec - ciasteczko najsmaczniejsze. Redaktor Jacek Adler, niegdyś spektakularnie obrażony przez Joannę Najfeld cytującą jego anonse towarzyskie na homoseksualnych portalach, wyciąga ze stwierdzenia Radziszewskiej wniosek, że jest ona “fanatycznie skrajną katoliczką”! Czyżby wśród katolików, nawet tych skrajnych, nie zdarzali się geje? Przecież taki to właśnie pogląd jest dość powszechny w środowiskach gejowskich. I dlaczego każdy, komu nie podoba się ten rodzaj politycznej poprawności, który polega na strachu przed powiedzeniem czegoś, co urazi “postępowe” środowiska, ma być od razu etykietowany łatką “skrajnie fanatycznego katolika”? Słowa Adlera są podręcznikowym przykładem stygmatyzowania i etykietowania ideologicznego przeciwnika, akademickimi przykładem stereotypizacji. A przecież “postępowcy” na sztandarach mają walkę ze stereotypami i stygmatyzacją. Jak widać, walcząc z retoryczną agresją, sami nie wahają się łapać za noże.
(Source: wiadomosci.onet.pl)