Ten film to świetna nauczka dla wszystkich, którym udziela się łatwo stadny entuzjazm, jakże szybko rozprzestrzeniająca się dzisiaj epidemia jednodniowych bohaterów. Główna postać tego filmu zorganizowała sławną manifestację na Krakowskim Przedmieściu, kiedy to Młoda Warszawa tłumnie przybyła odzyskać przestrzeń rzekomo im zabraną przez grupę tak zwanych obrońców krzyża. I w sumie trudno powiedzieć, kto był bardziej groteskowy: czy ci dzierżący w dłoniach różańce i plastikowe torby starcy z religijnym obłędem w oczach, czy ci, którzy w modnych ciuchach i po kilku browarach przyszli ze starców szydzić z antyklerykalnym obłędem w oczach? Spektakl był żałosny z powodu całej obsady. A dowodził mu bohater co najmniej trzech ogólnopolskich tygodników tego czasu. Wprost, Polityka i Newsweek poświęciły mu nadzwyczaj chwalebne artykuły, jakby ta jednodniowa zadyma rozpętana najwyraźniej wbrew jego intencjom wystarczyła, aby z dnia na dzień stać się pieszczochem elit. Jak widać na załączonym obrazku, ulubieniec elit najwyraźniej nie utrzymał ciężaru miłości, jaką obdarzyła go polska inteligencja w ramach wybitnych osiągnięć na froncie polskiego narodowego obrażania siebie nawzajem.